nie spuszczać czegoś z oka, nie spuszczać kogoś z oka, obstawiać, ochraniać, osłaniać, pełnić dozór, pikietować, pilnować jak oka w głowie, pilnować jak źrenicy oka, sprawować nadzór, strzec, trzymać straż, uważać na coś, uważać na kogoś, zabezpieczać, stać na straży » jako dozorowanie kogoś lub czegoś. baczyć, Subskrybuj, zostaw łapkę w góre i komentarzSpotify: https://mugo.lnk.to/Eucharistica#psalm_responsoryjny Kancelaria Parafialna. Msze święte. Sakramenty święte. Grupy parafialne. Dyżury w tygodniu. Parafialne Caritas. Żywy Różaniec. Parafia NMP Królowej Aniołów w Chudowie. Strzeż moich przykazań, a będziesz żył, strzeż mojego wskazania jak swej źrenicy! Biblia Brzeska (1563) Strzeż mego rozkazania i będziesz żył, a zakonu mego jako źrzenice w oczach twoich. Kościół NMP Częstochowskiej w Biskupicach Radłowskich17 maja 2018Czwartek, VII Tydzień WielkanocnyRok B, II Wołam do Ciebie, bo Ty mnie, Boże, wysłuchasz, nakłoń ku mnie swe ucho, usłysz moje słowo. Gdy zmartwychwstanę, będę widział Boga. Strzeż mnie jak źrenicy oka, ukryj mnie w cieniu Twych skrzydeł. A ja w sprawiedliwości ujrzę Twe oblicze, ze snu powstając, nasycę się Twoim widokiem. DRUGIE CZYTANIE . strzec jak źrenicy oka strzec kogoś, czegoś bardzo troskliwie translations strzec jak źrenicy oka Add chranit́ áko oko v hlave pl strzec kogoś, czegoś bardzo troskliwie sk chranit́ áko oko v hlave Trzeba tej zasady strzec, jak źrenicy oka. Túto zásadu je potrebné starostlivo zachovávať. Europarl8 Strzeż mnie jak źrenicy oka; w cieniu twych skrzydeł mnie ukryj. " Chráň ma ako zrenicu oka, skry ma v tôni svojich perutí. " Otoczył go, doglądał go, strzegł go jak źrenicy oka. Začal ho obklopovať, aby sa oň postaral, aby ho ochraňoval ako zreničku svojho oka. jw2019 8 Strzeż mnie jak źrenicy oka;+ 8 Opatruj ma ako zreničku oka,+ jw2019 ‛Strzegł ich jak źrenicy swego oka’ ‚Ochraňoval ich ako zreničku svojho oka‘ jw2019 Zaczął go otaczać, troszczyć się o niego, strzec go jak źrenicy swego oka” (Powtórzonego Prawa 32:10). Začal ho obklopovať, aby sa oň postaral, aby ho ochraňoval ako zreničku svojho oka.“ jw2019 Izraelici ku swej hańbie postępowali zgubnie, a przecież gdy byli na pustej, wyjącej pustyni, Jehowa ich otaczał i strzegł jak źrenicy swego oka, i unosił się nad nimi jak orzeł nad swymi pisklętami. Bolo hanebné, že Izrael konal zhubne, hoci ho Jehova obklopoval v prázdnej, hroznej púšti a starostlivo ho chránil ako zreničku svojho oka a vznášal sa nad ním ako orol nad svojimi operenými mláďatami. jw2019 + 2 Strzeż mych przykazań i żyj,+ a mego prawa — jak źrenicy+ oka. + 2 Dodržuj moje prikázania, a ži ďalej,+ a [chráň] môj zákon ako zrenicu+ svojich očí. jw2019 Strzeż mych przykazań i żyj, a mego prawa — jak źrenicy oka” (Przysłów 7:1, 2). Dodržuj moje prikázania, a ži ďalej, a chráň môj zákon ako zrenicu svojich očí.“ — Príslovia 7:1, 2. jw2019 Takie wskazówki rzeczywiście należy traktować „jak źrenicę oka” i z największą starannością ich strzec. Áno, také pokyny treba opatrovať ‚ako zrenicu svojich očí‘ — chrániť ich s najväčšou starostlivosťou. jw2019 [22 marca 2018, Światowy Dzień Wody] Od pewnego czasu zastanawiam się nad tym, jak ogarnąć mentalnie Trójcę Świętą i świętych w jednym Kościele. Nie wspominając o aniołach. Przede wszystkim TEGO się nie da ogarnąć, powiedzmy sobie szczerze. Kościół katolicki obfituje w kult świętych, a do tego dochodzi fakt, że Bóg jest w trzech postaciach, ale tak naprawdę w jednej. W pierwszej próbie ogarniania robi się woda z mózgu. W drugiej patrzysz na nieskończone morze możliwości, a trzeciej nie masz ochoty podjąć. Jakie jest moje osobiste zdanie na temat mnogości i różnorodności świętych, błogosławionych? Długo nie mogłam pogodzić się z ich kultem, szczególnie takim przez duże „K”. Wiem, że jest Kościół tu na ziemi i tam w niebie, że oni mogą się za nas modlić (zob. Ap 8, 3-4), ale po co skoro ja mam połączenie komunikacyjne z Nim. Jego wielbię, do niego się zgłaszam po łaskę, a Duch Święty prowadzi mnie tam, gdzie chce. Wszystko pięknie, ale to moje osobiste doświadczenie, to dotyczy mojej osoby. Natomiast każdy w Kościele może mieć inną właściwą mu ścieżkę. Jakiś czas temu zrozumiałam bardzo ważną rzecz, a mianowicie, że święci są dla nas drogowskazem życia, przykładem na wzrastanie w wierze, czasami „od zera do milionera” w niektórych przypadkach. I choć ich mnogość jest nie do ogarnięcia dla normalsa, i choć może się zdarzyć, że w pewnym momencie jakiś święty, jego posągi, litanie czy cała otoczka może niektórym przysłonić Jedynego Boga w Trójcy Świętej (taka sytuacja byłaby, jak mówi moje młodsze dziecko: fu, ble), to warto czasem posłuchać czy przeczytać, co mieli do powiedzenia i jak im Bóg się objawiał, bo tu są wskazówki dla nas dotyczące tego, co od Boga może pochodzić, a co niekoniecznie. Moje prywatne zdanie i uczucie w sercu jest takie, że zarówno Kościołowi w niebie, jak i Jemu nie podoba się, kiedy czczony jest jakiś święty i urasta on do rangi bożyszcza. Uważam też, że jest bardzo cienka granica między wstawiennictwem, a budowaniem złotego cielca i osobiście jestem przewrażliwiona na tym punkcie. Nie trzeba się jednak ze mną zgadzać (ach ta różnorodność!). Może po prostu jeszcze nie dorosłam i nie dojrzałam do etapu odmawiania litanii np. do św. Jana Pawła II. Może po prostu tego nie potrzebuję na ten moment. Natomiast przyznam się, że jest taki jeden (jak na razie) święty, w którym jestem zakochana. Jak piszę to wyznanie, czuję jego śmiech za plecami, bo on wie, że bywam w stosunku do niego złośliwa, uszczypliwa i czasem polemizuję z jego tekstami. Określam go też mianem szaleńca, wiecznego entuzjasty-neofity, nawróconego nagle, nurkującego tam, gdzie może utonąć, brnącego z energią przed siebie. Jednak pomijając moje zdanie na jego temat, które on najlepiej zna, najważniejsze dla mnie jest to, że on mi wyraźnie pokazuje, że mnie wspiera w momentach walki, w momentach przekazywania dalej Słowa, czy to pisanego czy ustnego. I choć Bóg w trzech postaciach jest moim jedynym Królem i Rodzicem, to właśnie św. Paweł (jak się niektórzy domyślają) jest dla mnie wujkiem, nauczycielem, mentorem. Mamy w moim odczuciu wiele wspólnych cech charakteru i on mnie rozumie, wspiera, upomina w swoich listach. Choć największą pochwałę jest mi w stanie dać jedynie ręka Jezusa na moim ramieniu, to w sytuacjach walki o prawdę, to Szaweł pokazuje, że jest ze mną. Jedno z moich pierwszych odczuć w stosunku do Pawła, to uczucie pewności tego, że to on z grona zacnych świętych mnie powita po drugiej stronie i choć nie wiem do końca jak wygląda, to go znam i poznam. Mam też innego strażnika, o którym pisałam nieco w jednym z poprzednich odcinków. To Herkules. Mój Anioł Stróż. Choć imię nie jest biblijne i jego wygląd raczej budzi lęk, przede wszystkim gadów, które zatrzymały się, patrzą na niego i nie śmią podejść dalej, on jest niewzruszenie ze mną zawsze. W tej samej pozycji. Nawet jak mu w myślach nawrzucałam, że nie pomaga mi dźwigać zakupów i że jest bezużyteczny to wiem, że on mnie kocha, służy mi i będzie mi towarzyszył w przejściu na drugą stronę. Kiedyś zwierzyłam się bliskiej koleżance, jak widzę i wyobrażam sobie mojego Anioła Stróża. Po kilku tygodniach, jak spotkałyśmy się wróciła do rozmowy i powiedziała mi, że on tak właśnie wygląda, że mam rację. Może nie ogarniam Trójcy, świętych i aniołów, ale jestem pewna jednego: że On ogarnia te wody, a my możemy z nich czerpać. Wierzę, że On wszelkimi sposobami troszczy się o mnie, strzeże i chroni, także przy pomocy świętych i aniołów „…bo Jego lud jest własnością Pana, dziedzictwem Jego wydzielonym jest Jakub. Na pustej ziemi go znalazł, na pustkowiu, wśród dzikiego wycia, opiekował się nim i pouczał, strzegł jak źrenicy oka. Jak orzeł, co gniazdo swoje ożywia, nad pisklętami swoimi krąży, rozwija swe skrzydła i bierze je, na sobie samym je nosi…” (por. Pwt 32, 9-11). Ileż to trzeba mieć tupetu, ileż odwagi, by uczynić tak jak bohaterowie dzisiejszej Ewangelii. Ileż to pychy musi mieć w swym sercu stworzenie, by stanąć przed swoim Stwórcą i powiedzieć Mu "mylisz się, jesteś w błędzie, ja wiem lepiej". A tak przecież uczynili saduceusze. Stanęli przed Bogiem, by Mu wyjaśnić że nie ma racji. Że nie wie jak ten świat wygląda, jak przecież nie oni tylko tak zrobili. Przecież i ty czynisz podobnie. I ty stajesz przed swym Stwórcą, by Mu powiedzieć że jest w błędzie. Że nie rozumie życia. Że ty wiesz lepiej. Bo na tym właśnie polega grzech, to jest jego istotą. I nie jest ważne, czy chodzi tu o teologiczne kwestie dotyczące zmartwychwstania, o przykazanie "nie kradnij", czy o to co kupujesz w sklepach "dla kolekcjonerów" i co z tym później robisz. Istotą grzechu jest stanięcie przed Bogiem by Mu powiedzieć że ty wiesz lepiej. Ileż to trzeba pychy, by tak zrobić. Ileż tupetu i bezczelności…A może to nie w tym rzecz? Może to nie pycha przede wszystkim skłania nas do grzechu? Może to nie jest tak, że grzeszymy bo lubimy, bo chcemy? Bo przecież często nie chcemy. Bo przecież czasami nawet nam samym trudno wmówić sobie że tego właśnie pragnęliśmy. Bóg stworzył nas jako nakierowanych na dobro, na piękno, na Niego. I za tym właśnie tęskni nasze więc grzeszymy? Ze strach jest w stanie sprawić, że stworzenie stanie przed swym Stwórcą, by Mu powiedzieć że jest w błędzie. Okrutny, skręcający żołądek, ściskający serce strach. Strach przed śmierć ma kilka imion. To nie tylko ten moment, gdy ostatni raz nabierzesz powietrza do swoich płuc, gdy ostatni raz uderzy twoje serce, a ty zamkniesz swoje oczy i odejdziesz. Tej śmierci też się boimy, lecz nie aż tak bardzo. Bo ona jest taka… definitywna. Taka oczyszczająca. Niby potężna i okrutna, lecz często bywa wybawieniem od swojej młodszej siostry. To jej boimy się najbardziej. To śmierć mała, podzielona na raty. To śmierć która zabija, lecz nie zabiera z tego świata. To cierpienie. To ból. To lęk przed cierpieniem, tą małą śmiercią na raty sprawia, że stworzenie potrafi sprzeciwić się swemu Stwórcy, powiedzieć Mu że się mówi "nie cudzołóż". A człowiek się boi. Boi się samotności, tego że nikogo nie będzie obok. Że będzie sam w tym zimnym świecie, że nie znajdzie nawet tej odrobiny ciepła, odrobiny bliskości drugiej osoby. Człowiek kona z przerażenia, więc gotów jest Bogu swemu powiedzieć "Nie! Nie chcę umierać! Nie będę sam! Mylisz się!"Bóg mówi "nie kradnij". A przerażony człowiek pokazuje Bogu swoje puste kieszenie, woła "Nie! Ja nie chcę być głodny, nie chcę być śmieciem, ja nie chcę umierać!"Bóg mówi "nie kłam" – a człowiek na to, że jak powie prawdę, to oni zrobią mu krzywdę, że czeka go cierpienie, to małe umieranie. To umieranie, które nie daje ucieczki od bólu, ta śmierć która trwa, nie kończy człowiek cudzołoży, więc kradnie, więc kłamie. Przerażony woła w stronę Nieba – ja nie chcę umierać! Chcę żyć! Od imprezy do imprezy, od kobiety do kobiety, od butelki do torebki … Ja chcę mieć coś z tego życia, a Ty mi tego nie dasz - woła rzucając się w ramiona życia, a rzuca się w objęcia śmierci. Ze strachu przed śmiercią – umiera, ucieka od Tego, który jest życiem samym…Co zrobić? Jak przerwać ten przeklęty Dance Macabre? Nie bój się umrzeć aby naprawdę żyć. Chwyć za rękę Tego, który drogą śmierci już przeszedł. On umrzeć ci nie pozwoli. Nasz Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych! 4 Jehowo, uchroń mnie od rąk ludzi niegodziwych+,strzeż mnie przed ludźmi dopuszczającymi się przemocy,przed tymi, którzy myślą, jak doprowadzić do mojego upadku. Wzywam Cię, bo Ty mnie wysłuchasz, o Boże! Nakłoń ku mnie Twe ucho, usłysz moje słowo. Okaż miłosierdzie Twoje, Zbawco tych, co się chronią przed wrogami pod Twoją prawicę. Strzeż mnie jak źrenicy oka; w cieniu Twych skrzydeł mnie ukryj. Ps 17, 6-8

strzeż mnie jak źrenicy oka